Profesjonalizm dziennikarzy

Ostatnio na kilku portalach (mniej lub bardziej branżowych) pojawiły się informacje o „super ekstra nowości” czyli laptopie/tablecie Dell Inspiron Duo.

Został on zaprezentowany na Intel Developer Forum 2010 w San Francisco. Prezentację można obejrzeć poniżej:

Wszyscy dziennikarze się nim podniecają, uznają za „przełomowy” wynalazek…

Ciekawe że wszyscy zapomnieli że już wcześniej… pięć lat wcześniej (może i dłużej, ale ja się z nimi spotkałem w 2005) były takie urządzenia. Jednymz  nich był HP Tablet PC TC4200, który wyglądał tak:

Więc… gdzie ta inowacja? Czy inowacja polega na zapominaniu co już było i odkrywaniu Ameryki na nowo?

Czy to po prostu pokolenie dziennikarzy tak młode, że to co było pięć lat temu to dla nich tak zamierzchła prehistoria że już nie warto o niej pamiętać?

Chory… ale na dyżurze

No i stało się.

Obudziłem się wczoraj i czułem się jak swój cień. Pomiar temperatury pokazał 38,6°C

Nic, rano aspirynka, koło obiadu druga i w łóżeczku. I tak się udało do 18:30.

Niestety, od paru godzin leżał jeden blok, ale nikt nie dzwonił więc miałem nadzieję że to może problem z prądem. Niestety, po 18 zaczęły się telefony i trzeba było się zebrać. No więc opatulony jak na zimę wychodzę do auta i w drogę.

Na miejscu podpinam się do skrzynki na klatce – faktycznie, nie ma neta. No to w windę, jazda na dziesiąte pietro i do wejścia na nadbudówkę (gdzie znajduje się między innymi szyb windy).

Kraty

Jedne kraty strzegą wejścia na schody. Po ich sforsowaniu czekają nas drugie kraty. Ale to nic, najlepsze jest to co za nimi.

A za kratami widać skrzynkę kablówki z wychodzącymi z niej kablami (całkiem „fachowo” zresztą zrobionymi) oraz, co najlepsze, leżącego sobie w rogu, luzem, niczym niezabezpieczonego, osbridge’a.

To że tak leży jestem w stanie przeżyć. W końcu po to są kraty. Ale to jak fachowo wyglądają te luźne kable… no cóż. Już tak to zastałem i nie będę ruszać.

Ale ja bym się pod czymś takim nie podpisał. Read more Chory… ale na dyżurze

Fight night 3

Skończyłem. 1000/1000 możliwych do zdobycia punktów :)

Fight Night Round 3 jest trzecią częścią bestsellerowej serii wirtualnych gier, traktujących o boksie i przygotowywanych przez utalentowanych developerów z korporacji Electronic Arts. Nową odsłonę cyklu opracowano z myślą o jeszcze większej ilości platform, niż poprzednio – przyszykowano wersję dla PlayStation 2, Xbox oraz PlayStation 3 i Xbox 360, jak również PlayStation Portable. Spore doświadczenie autorów zaowocowało tym, że na wszystkich konsolach omawiany produkt wykorzystuje maksimum sprzętowych możliwości.

Fight Night Round 3 jest trzecią częścią bestsellerowej serii wirtualnych gier, traktujących o boksie i przygotowywanych przez utalentowanych developerów z korporacji Electronic Arts. Nową odsłonę cyklu opracowano z myślą o jeszcze większej ilości platform, niż poprzednio – przyszykowano wersję dla PlayStation 2, Xbox oraz PlayStation 3 i Xbox 360, jak również PlayStation Portable. Spore doświadczenie autorów zaowocowało tym, że na wszystkich konsolach omawiany produkt wykorzystuje maksimum sprzętowych możliwości.

„Trójka” porusza każdy aspekt ogromnego przedsięwzięcia pod tytułem walka bokserska. Na początku mamy zatem starcia sparringowe, w trakcie których ćwiczymy konkretne uderzenia, konstruujemy plan taktyczny etc. Następnie przychodzi czas na emocjonującą konferencję prasową, gdzie oprócz ważenia uczestników pojedynku nierzadko wywiązuje się ostra wymiana zdań na oczach żądnych sensacji dziennikarzy. Potem wreszcie nastaje moment kulminacyjny, czyli ringowa konfrontacja dwóch pięściarzy przed rozentuzjazmowaną publicznością, szczelnie wypełniającą halę.

Rzecz jasna developerzy pozwolili nam na wykreowanie własnego zawodnika od podstaw i stopniowe doskonalenie go (np. tworzenie unikalnego stylu zadawania ciosów) w toku rozgrywki. Nie zapomniano jednak o zaimplementowaniu licznych bokserskich legend, którymi możemy pokierować w szeregu słynnych walk – m.in. Muhammad Ali przeciwko Joe’mu Frazierowi i Arturo Gatti kontra Mickey Ward. Oczywiście gwiazdy w rękawicach zostały perfekcyjnie odwzorowane nie tylko pod względem wyglądu zewnętrznego, lecz także w materii używanej techniki. Natomiast licencja, uzyskana od amerykańskiej stacji telewizyjnej ESPN, gwarantuje pierwszorzędną jakość prezentacji wirtualnego widowiska. Znakomite uzupełnienie całości stanowi dopracowana Sztuczna Inteligencja rywali. (za gry-online)

Jakby ktoś chciał zobaczyć jak to w praktyce się prezentuje:

Teraz tylko ją wymienić na coś sensownego i jazda :)

Czego oczekujemy od naszej pracy

Przeczytałem dziś wpis http://sasni.eu/archives/232-Zwalniam_sie_z_pracy_-_szkoda_ze_tak_pozno.html i tak mnie naszło na wspominki.

Praca w urzędzie

Były takie czasy że pracowałem w urzędzie samorządowym. Straszny okres w moim życiu. Nie dość że godziny pracy tragiczne (od wtorku do piątku 12-20 i sobota 10-18), to za minimum socjalne, a dojazd komunikacją (pod)miejską zajmował godzinę z lekkim hakiem w jedną stronę.

To wszystko byłoby do przeżycia, miałem wtedy taki okres że każdy grosz był dla mnie ważny. Najgorsze było podejście. O głupie długopisy walczyłem prawie dwa miesiące – trzeba było zgłosić potrzebę osobie której podlegałem, ta dopisywała to do listy potrzeb. Następnie ta lista szła wyżej, gdzie była dokładana do list z innych działów. Potem całość szła wyżej i jeszcze wyżej, a kiedy już (po konsultacjach z finansami) nadchodziła zgoda, to musiała ona przejść drogę powrotną. Potem całe zamówienie było kupowane i odgórnie rozdzielane wg list w dół. Tragedia.

Niezawodowy szef

Mimo wszystko gorszy był szef, który pojęcie o tym co firma którą dowodzi robi ma co najwyżej mizerne. Jak wytłumaczyć pryncypałowi że się nie da fizycznie zrobić niektórych rzeczy „na wczoraj”? Skoro on chce?

Szczytem było, że szef, jako głównego administratora, zatrudniał swojego syna. Tu już koniec, kaplica. Bo synkowi zdarzało się „testować pomysł” w sobotę w okolicy południa, nie informując wcześniej nikogo że ma taki zamiar. I nagle sieć stawała, serwer leży, ludzie dzwonią, a ja, mając dyżur nie wiem czy jechać do serwerowni spodziewając się najgorszego czy kupić karabin i rozstrzelać jednego osobnika. Wytrzymałem tam trzy miesiące (z czego ostatni to było wypowiedzenie).

Obecny szef

Teraz się pochwalę. Mam normalnego szefa, który traktuje swoich pracowników jak ludzi. I do takiej pracy człowiek idzie nie załamując się już za drzwiami własnego mieszkania. Do pełni ideału brakuje mi tylko jednego – rozwoju. Może to głupie, ale chciałbym by firma nie tylko dobrze mi płaciła, ale, co dla mnie ważniejsze, dawała mi możliwość rozwoju. Chciałbym być wysyłany na szkolenia, kursy. Chciałbym by ktoś mi zaproponował dofinansowanie (choćby częściowe) szkoleń.

Niestety tego mi brakuje.

Nie ma to jak sąsiedzi

Dziś była śmieszna sytuacja.
Mamy budynek. W nim aktualnie jedna aktywna osoba (na drugim piętrze).  Pod nią mieszka osoba która wcześniej miała od nas internet. Przy drzwiach eks-klienta jest była zamontowana skrzyneczka (niebieska na schemaciku :P).

Do skrzyneczki dochodzą kable:

– Od radia (z dachu – czerwony na schemaciku)

– Od sąsiada z góry (żółty)

No i oczywiście kable od gościa z pierwszego piętra (bezpośrednio przez ścianę do skrzyneczki).

Kable na klatce w rurkach, żeby nie było, wszystko ładnie, pięknie. I nagle telefon – dzwoni pan z drugiego, że internet nie działa. Przez telefon informuje, że skrzynka została zdjęta, a kable wiszą luzem, porozpinane. Jako że pan z pierwszego znany był z niechęci do płacenia (za to został odłączony) oraz uwielbienia do brzydkich wyrazów i dużej głośności wymowy nikogo to nie zdziwiło.

No więc zajeżdzam na miejsce.  Oczywiście klienta nie ma w domu, ale na szczęście udało mi się przebrnąć przez domofon i dostać się na klatkę. I co zastałem na miejscu?

Widać na focie – Wiszące kable, dziury po kołkach w ścianie i skrzyneczkę (zamkniętą) stojącą na korytarzu pod oknem :)

Cóż mi biednemu pozostało, musiałem sobie jakoś poradzić. Poszedłem piętro wyżej, wciągnąłem oba kable, polaczyłem ze sobą beczką. Beczkę następnie obkleiłem taśmą klejącą (żeby się nie rozłączyło nic)  i nadmiary kabla upchnąłem – część wepchnąłem klientowi do mieszkania (nadmiar z kabla wychodzacego od niego z mieszkania), część w rurce (to idące do radia), a samą beczkę udało mi się zmieścić w łączniku.

Efekt końcowy jest straszny, ale skuteczny :P

Co prawda wstyd się przyznać że to ja odwaliłem taką prowizorkę, ale cóż – musiało to działać :)

Efekt końcowy jest taki (wybaczcie kiepską jakość zdjęcia):