Ciężki dzień…

Ciężki dzień dziś był. Niby nic, ale to pierwszy dzień prawdziwej zimy i przejechać z punktu A do punktu B – tragedia.

Do godziny piętnastej w sumie dzień mijał nawet spokojnie… Potem się zaczęło.

Stłuczka

Najpierw w naszą biedną służbową corsę wjechała pani nauczycielka fordem mondeo. Już we wstecznym lusterku ją widziałem jak do nas dojeżdża, więc gdy widziałem że nie da rady wyhamować puściłem hamulec – przed sobą zostawiam zapas miejsca przy takiej pogodzie.

No więc pani w nas wjechała. Nas – mnie i mojego współpracownika. Hałas, huk, wysiadka z auta. Pani się tłumaczy że ABS zadziałał i dlatego nie wyhamowała(sic !). No nic, każdy się jakoś głupio tłumaczy jak nie potrafi się przyznać że nie patrzy gdzie jedzie.

Pod naszym zderzakiem lampa, obok maskownica chłodnicy, trochę plastiku. U nas jak się okazuje zniszczeń nie ma, jedynie podświetlenie tablicy wpadło troszkę w zderzak. U pani – jak wyżej – rozbity zderzak, rozbity lewy przedni reflektor, maskowanie chłodnicy. Wydawać by się mogło po uszkodzeniach, że walnęła strasznie mocno, ale u nas nawet plastik nie pękł. Jeszcze włączenie świateł u nas – wszystko świeci, więc po sprawie.

Akumulator

Pani miała problem by odjechać z miejsca zdarzenia – zakopała się w śniegu. Musieliśmy ją wypchnąć, więc kilka minut nam na to zeszło. Okazało się, że był to czas wystarczający by rozładować nam akumulator. Nic, jest jeszcze czas, piętnasta trzydzieści, mamy czas. Dzwonimy do biura, żeby ktoś wziął passata i podjechał z kablami. Niedaleko mieliśmy umówionego klienta, więc na mnie wypadło czekanie na pomoc. Drugi z plecakiem zasuwa piechotą do klienta – mam go odebrać po odpaleniu.

Passat

Po dłuższej (dwadzieścia – dwadzieścia pięć minut) chwili podjechał passat. Podpinamy kable, chwilę czekamy – jest efekt, corsa zakręciła silnikiem, ale za słabo. Nic, plan prosty – poczekamy kilka minut, niech się podładuje i jazda. I co? I po dwóch minutach silnik passata gaśnie – zabrakło paliwa. Skończyło się to spacerem z karnistrem na stację benzynową, straconymi trzydziestoma minutami, a efekt? Żaden. Corsę ściągniemy jutro.

Aktualizacja – 30.11.2010

No i po sprawie. Okazało się że straciliśmy wczoraj czas jak głupki przez jedną, prostą rzecz – kable firmowe są do dupy.

Dziś przywiozłem swoje, prywatne. Podłączyliśmy dwa aku razem i corsa odpaliła z palca. A aku i tak już mamy w niej nowe.

Szkoda tylko tych straconych godzin…

Snoopy i samoloty

“Snoopy Flying Ace”

Od wczoraj na mojej konsoli gości “Snoopy Flying Ace”. Jest to gra zręcznościowa, bez ograniczeń wiekowych. Stworzona przez studio deweloperskie Smart Bomb, jej dystrybutorem jest oczywiście Microsoft, jako że jest to gra dostępna z poziomu XBox Live Arcade, w cenie 800 punktów M$.

Gra jest o tyle fajna, że już wersja trial (czyli darmowa) pozwala na grę online. Owszem, nie można zmienić awarata czy postaci, ale zabawa jest przednia i tak. Po wydaniu 800M$ points i odblokowaniu pełnej gry mamy możliwość zmieniać pilota, samoloty, bronie a także mamy dostęp do wszystkich trybów gry, a nie tylko dogfight jak w trialu.

Po kilku minutach gry było zastanawianie się czy kupić ją od razu czy dopiero rano, ale po głębszym namyśle stwierdziłem że rano, w przeciwnym wypadku spędziłbym przy tej grze noc :)

Podsumowanie

Gra jest cudowna i jest warta każdego M$ punktu na nią wydanego. Co więcej, mam zamiar dokupić za 400M$ points pack z nowymi trybami gry, modelami samolotów i brońmi oraz za 80M$ points nowe mapki :)

Jakby ktoś był zainteresowany jak to wygląda:

Nie ma to jak sąsiedzi

Dziś była śmieszna sytuacja.
Mamy budynek. W nim aktualnie jedna aktywna osoba (na drugim piętrze).  Pod nią mieszka osoba która wcześniej miała od nas internet. Przy drzwiach eks-klienta jest była zamontowana skrzyneczka (niebieska na schemaciku :P).

Do skrzyneczki dochodzą kable:

– Od radia (z dachu – czerwony na schemaciku)

– Od sąsiada z góry (żółty)

No i oczywiście kable od gościa z pierwszego piętra (bezpośrednio przez ścianę do skrzyneczki).

Kable na klatce w rurkach, żeby nie było, wszystko ładnie, pięknie. I nagle telefon – dzwoni pan z drugiego, że internet nie działa. Przez telefon informuje, że skrzynka została zdjęta, a kable wiszą luzem, porozpinane. Jako że pan z pierwszego znany był z niechęci do płacenia (za to został odłączony) oraz uwielbienia do brzydkich wyrazów i dużej głośności wymowy nikogo to nie zdziwiło.

No więc zajeżdzam na miejsce.  Oczywiście klienta nie ma w domu, ale na szczęście udało mi się przebrnąć przez domofon i dostać się na klatkę. I co zastałem na miejscu?

Widać na focie – Wiszące kable, dziury po kołkach w ścianie i skrzyneczkę (zamkniętą) stojącą na korytarzu pod oknem :)

Cóż mi biednemu pozostało, musiałem sobie jakoś poradzić. Poszedłem piętro wyżej, wciągnąłem oba kable, polaczyłem ze sobą beczką. Beczkę następnie obkleiłem taśmą klejącą (żeby się nie rozłączyło nic)  i nadmiary kabla upchnąłem – część wepchnąłem klientowi do mieszkania (nadmiar z kabla wychodzacego od niego z mieszkania), część w rurce (to idące do radia), a samą beczkę udało mi się zmieścić w łączniku.

Efekt końcowy jest straszny, ale skuteczny :P

Co prawda wstyd się przyznać że to ja odwaliłem taką prowizorkę, ale cóż – musiało to działać :)

Efekt końcowy jest taki (wybaczcie kiepską jakość zdjęcia):