Dyżur w długi weekend

Długi weekend

Wszyscy to lubimy. Cztery dni świętego spokoju. Przynajmniej w założeniu. Niestety, zawsze ktoś musi mieć dyżur. Tym razem padło na mnie. No i pięknie, środa wieczór – luzik.

Czwartek – święto niepodległości

Dzień mija przyjemnie, na obijaniu się, aż do 18. I stało się -telefony się urywają, trzeba się ruszyć. Zwiesił się jeden switch, praktycznie zaraz za dojściem, przez co cały blok nie miał internetu. Ale zanim się to znajdzie to godzina poszła.

Po czwartku był piątek. Niby dzień roboczy, ale u nas w firmie wszyscy mieli urlopy, więc weekend. I mimo tego, że ludzie normalnie pracowali dzień minął spokojnie. Żadnych awarii, żadnych wyjazdów, co najwyżej kilka odebranych telefonów. Read more Dyżur w długi weekend

Czego oczekujemy od naszej pracy

Przeczytałem dziś wpis http://sasni.eu/archives/232-Zwalniam_sie_z_pracy_-_szkoda_ze_tak_pozno.html i tak mnie naszło na wspominki.

Praca w urzędzie

Były takie czasy że pracowałem w urzędzie samorządowym. Straszny okres w moim życiu. Nie dość że godziny pracy tragiczne (od wtorku do piątku 12-20 i sobota 10-18), to za minimum socjalne, a dojazd komunikacją (pod)miejską zajmował godzinę z lekkim hakiem w jedną stronę.

To wszystko byłoby do przeżycia, miałem wtedy taki okres że każdy grosz był dla mnie ważny. Najgorsze było podejście. O głupie długopisy walczyłem prawie dwa miesiące – trzeba było zgłosić potrzebę osobie której podlegałem, ta dopisywała to do listy potrzeb. Następnie ta lista szła wyżej, gdzie była dokładana do list z innych działów. Potem całość szła wyżej i jeszcze wyżej, a kiedy już (po konsultacjach z finansami) nadchodziła zgoda, to musiała ona przejść drogę powrotną. Potem całe zamówienie było kupowane i odgórnie rozdzielane wg list w dół. Tragedia.

Niezawodowy szef

Mimo wszystko gorszy był szef, który pojęcie o tym co firma którą dowodzi robi ma co najwyżej mizerne. Jak wytłumaczyć pryncypałowi że się nie da fizycznie zrobić niektórych rzeczy “na wczoraj”? Skoro on chce?

Szczytem było, że szef, jako głównego administratora, zatrudniał swojego syna. Tu już koniec, kaplica. Bo synkowi zdarzało się “testować pomysł” w sobotę w okolicy południa, nie informując wcześniej nikogo że ma taki zamiar. I nagle sieć stawała, serwer leży, ludzie dzwonią, a ja, mając dyżur nie wiem czy jechać do serwerowni spodziewając się najgorszego czy kupić karabin i rozstrzelać jednego osobnika. Wytrzymałem tam trzy miesiące (z czego ostatni to było wypowiedzenie).

Obecny szef

Teraz się pochwalę. Mam normalnego szefa, który traktuje swoich pracowników jak ludzi. I do takiej pracy człowiek idzie nie załamując się już za drzwiami własnego mieszkania. Do pełni ideału brakuje mi tylko jednego – rozwoju. Może to głupie, ale chciałbym by firma nie tylko dobrze mi płaciła, ale, co dla mnie ważniejsze, dawała mi możliwość rozwoju. Chciałbym być wysyłany na szkolenia, kursy. Chciałbym by ktoś mi zaproponował dofinansowanie (choćby częściowe) szkoleń.

Niestety tego mi brakuje.

Wypłaty

Przeciętne wynagrodzenie brutto w czerwcu wyniosło 3403,65 zł, co oznacza, że rok do roku wzrosło o 3,5 proc., a miesiąc do miesiąca wzrosło o 1,7 proc. – podał w piątek Główny Urząd Statystyczny.

Tak mnie zastanawia, jak to jest liczone?

Nigdy nie miałem takich pieniędzy, co więcej, w aktualnej pracy mam trochę ponad 2000 brutto i jest to najwyższa wypłata jaką kiedykolwiek otrzymywałem.

Mimo skończonych studiów, 8 lat doświadczenia zdobytego w stowarzyszeniu, w którym udzielałem się  w czasie nauki w technikum i podczas studiowania, mimo tego że zaraz po studiach miałem 8 lat praktyki w budowie, zarządzaniu i administrowaniu siecią miałem problemy ze znalezieniem pracy w mojej wsi.

Teraz mam

etat

I co najśmieszniejsze, mimo że kiedy się policzy że na godzinę zarabiam 6,50, czyli mniej niż hostessa na promocji, są ludzie którzy mi zazdroszczą.

Zazdroszczą?

Tak. Bo sami mają pracę na 1/4 etatu na umowie (i dostają 1/4 minimalnego wynagrodzenia) + prowizję od tego co sprzedadzą/podpiszą umowy.

Mieszkam w mieście, które po reformie administracyjnej utraciło status miasta wojewódzkiego. Liczy ono ponad ćwierć miliona stałych mieszkańców. A co najśmieszniejsze najlepiej zarabiającą grupą są pracownicy budowlani.

Czy to o to chodziło? Czy to po kończyłem

studia

by teraz dowiedzieć się że najlepszą inwestycją w siebie było pójść do zawodówki? Gdzie tu sens?

I jak są liczone te średnie pensje?

Już nie wspomnę o tym co myślę kiedy słyszę że nie ma kryzysu, że jesteśmy bogatym krajem. Niech politycy zaczną żyć za minimalną pensję (ale nie tylko się za nią żywić, jak to kiedyś był eksperyment robiony, ale też opłacać mieszkania i utrzymać rodzinę). Ja się nie dziwię że młodzi uciekają z tego kraju.

Sam myślę o tym samym…