Dyżur w długi weekend

Długi weekend

Wszyscy to lubimy. Cztery dni świętego spokoju. Przynajmniej w założeniu. Niestety, zawsze ktoś musi mieć dyżur. Tym razem padło na mnie. No i pięknie, środa wieczór – luzik.

Czwartek – święto niepodległości

Dzień mija przyjemnie, na obijaniu się, aż do 18. I stało się -telefony się urywają, trzeba się ruszyć. Zwiesił się jeden switch, praktycznie zaraz za dojściem, przez co cały blok nie miał internetu. Ale zanim się to znajdzie to godzina poszła.

Po czwartku był piątek. Niby dzień roboczy, ale u nas w firmie wszyscy mieli urlopy, więc weekend. I mimo tego, że ludzie normalnie pracowali dzień minął spokojnie. Żadnych awarii, żadnych wyjazdów, co najwyżej kilka odebranych telefonów. Read more Dyżur w długi weekend

Wybiegany

Wybiegałem się po dachach dziś.

Wszystko zaczęło się w sobotę, ale to nie był mój dyżur. Padła baza… no można to tak nazwać, bo to faktycznie baza jest. Co prawda to osbridge na 2,4GHz, czyli totalny zabytek, ale baza. Wszyscy myśleli że nic na niej nie stoi, ale jak padła w sobotę okazało się że jednak jest na niej dwóch klientów.

W sobotę, jak to na weekendzie, jest tylko osoba dyżurna. Więc biedak ile mógł to posprawdzał, ale nic nie pomogło. Samemu na dach wychodzić nie można, więc do poniedziałku musiało to zostać. No i nadszedł ten dzień…

Poniedziałek – czyli dziś.

Dziś wyszło na to że osoby mającej dyżur w zeszłym tygodniu nie było. Więc całe bieganie spadło na mnie. Oczywiście, miałem drugą osobę do dachowania się, żeby nie było że sam, ale…

Tak czy siak – jak się okazało, osbridge ten jest w takim miejscu, że dostanie się do niego wymaga większych przygotowań. Choćby zabrania ze sobą na dach drabiny. Bo dostęp polega na wyjściu na dach, wejściu na nadbudówkę, przejsciu po niej pomiędzy dachami i zejściu z drugiej strony. A stopni/schodów/drabiny brak.

Poniedziałek

Oczywiście poniedziałek nie byłby poniedziałkiem gdyby tak spokojnie się skończył.

Padła baza na ktorej wpiętych było kilkanaście bloków. No i się zaczęło.

Najpierw trzeba było znaleźć gdzie wpieta jest ta baza, gdzie jest zasilacz i poe od niej. A to przy kilku skrzynkach, w każdej po kilka poe i zupełnym braku opisu nie jest takie proste. Zwłaszcza jeśli trzeba to zrobić tak by przy okazji nie padła połowa sieci. W końcu, po wykluczeniu wszystkich możliwości zostały dwie – albo padł port ethernetowy w radiu, albo zamókł kabel. No i wiadomo – wyjście na dach.

Dach

Na dachu okazało się że wtyczka jest lekko “nadpalona” – 48V zwarte jednak potrafi osmalić wtyk rj-45. Wystarczyło obciąć 5cm kabla, zarobić od nowa wtyk i wszystko działa. A dwie godziny zniknęły i kolejne wyjścia w deszczu na dach zaliczone…

Dlatego teraz odpoczynek…

Naprawianie kabla

Zepsuty kabel

Zdarzenie sprzed kilku dni, ale jakoś zapomniałem o nim napisać, a warto :)
Klient ma radio na swoim dachu. Co lepsze, po tym samym dachu idą inne dwa kable – do dwóch różnych komputerów – wchodzą przez okna. Czemu tak a nie po mieszkaniu? Tylko klient wie czemu tak sobie to puścił.

W każdym razie była kladziona papa. Nowa. Na TYM dachu.

Skończyło się to przypalonymi kablami, więc zostaliśmy wysłani do ich naprawy. Teoretycznie tego nie robimy, ale wiadomo – znajomi bossa. Read more Naprawianie kabla

Nie ma to jak sąsiedzi

Dziś była śmieszna sytuacja.
Mamy budynek. W nim aktualnie jedna aktywna osoba (na drugim piętrze).  Pod nią mieszka osoba która wcześniej miała od nas internet. Przy drzwiach eks-klienta jest była zamontowana skrzyneczka (niebieska na schemaciku :P).

Do skrzyneczki dochodzą kable:

– Od radia (z dachu – czerwony na schemaciku)

– Od sąsiada z góry (żółty)

No i oczywiście kable od gościa z pierwszego piętra (bezpośrednio przez ścianę do skrzyneczki).

Kable na klatce w rurkach, żeby nie było, wszystko ładnie, pięknie. I nagle telefon – dzwoni pan z drugiego, że internet nie działa. Przez telefon informuje, że skrzynka została zdjęta, a kable wiszą luzem, porozpinane. Jako że pan z pierwszego znany był z niechęci do płacenia (za to został odłączony) oraz uwielbienia do brzydkich wyrazów i dużej głośności wymowy nikogo to nie zdziwiło.

No więc zajeżdzam na miejsce.  Oczywiście klienta nie ma w domu, ale na szczęście udało mi się przebrnąć przez domofon i dostać się na klatkę. I co zastałem na miejscu?

Widać na focie – Wiszące kable, dziury po kołkach w ścianie i skrzyneczkę (zamkniętą) stojącą na korytarzu pod oknem :)

Cóż mi biednemu pozostało, musiałem sobie jakoś poradzić. Poszedłem piętro wyżej, wciągnąłem oba kable, polaczyłem ze sobą beczką. Beczkę następnie obkleiłem taśmą klejącą (żeby się nie rozłączyło nic)  i nadmiary kabla upchnąłem – część wepchnąłem klientowi do mieszkania (nadmiar z kabla wychodzacego od niego z mieszkania), część w rurce (to idące do radia), a samą beczkę udało mi się zmieścić w łączniku.

Efekt końcowy jest straszny, ale skuteczny :P

Co prawda wstyd się przyznać że to ja odwaliłem taką prowizorkę, ale cóż – musiało to działać :)

Efekt końcowy jest taki (wybaczcie kiepską jakość zdjęcia):