Dyżur w długi weekend

Długi weekend

Wszyscy to lubimy. Cztery dni świętego spokoju. Przynajmniej w założeniu. Niestety, zawsze ktoś musi mieć dyżur. Tym razem padło na mnie. No i pięknie, środa wieczór – luzik.

Czwartek – święto niepodległości

Dzień mija przyjemnie, na obijaniu się, aż do 18. I stało się -telefony się urywają, trzeba się ruszyć. Zwiesił się jeden switch, praktycznie zaraz za dojściem, przez co cały blok nie miał internetu. Ale zanim się to znajdzie to godzina poszła.

Po czwartku był piątek. Niby dzień roboczy, ale u nas w firmie wszyscy mieli urlopy, więc weekend. I mimo tego, że ludzie normalnie pracowali dzień minął spokojnie. Żadnych awarii, żadnych wyjazdów, co najwyżej kilka odebranych telefonów. Read more Dyżur w długi weekend

Profesjonalizm dziennikarzy

Ostatnio na kilku portalach (mniej lub bardziej branżowych) pojawiły się informacje o “super ekstra nowości” czyli laptopie/tablecie Dell Inspiron Duo.

Został on zaprezentowany na Intel Developer Forum 2010 w San Francisco. Prezentację można obejrzeć poniżej:

Wszyscy dziennikarze się nim podniecają, uznają za “przełomowy” wynalazek…

Ciekawe że wszyscy zapomnieli że już wcześniej… pięć lat wcześniej (może i dłużej, ale ja się z nimi spotkałem w 2005) były takie urządzenia. Jednymz  nich był HP Tablet PC TC4200, który wyglądał tak:

Więc… gdzie ta inowacja? Czy inowacja polega na zapominaniu co już było i odkrywaniu Ameryki na nowo?

Czy to po prostu pokolenie dziennikarzy tak młode, że to co było pięć lat temu to dla nich tak zamierzchła prehistoria że już nie warto o niej pamiętać?

Czego oczekujemy od naszej pracy

Przeczytałem dziś wpis http://sasni.eu/archives/232-Zwalniam_sie_z_pracy_-_szkoda_ze_tak_pozno.html i tak mnie naszło na wspominki.

Praca w urzędzie

Były takie czasy że pracowałem w urzędzie samorządowym. Straszny okres w moim życiu. Nie dość że godziny pracy tragiczne (od wtorku do piątku 12-20 i sobota 10-18), to za minimum socjalne, a dojazd komunikacją (pod)miejską zajmował godzinę z lekkim hakiem w jedną stronę.

To wszystko byłoby do przeżycia, miałem wtedy taki okres że każdy grosz był dla mnie ważny. Najgorsze było podejście. O głupie długopisy walczyłem prawie dwa miesiące – trzeba było zgłosić potrzebę osobie której podlegałem, ta dopisywała to do listy potrzeb. Następnie ta lista szła wyżej, gdzie była dokładana do list z innych działów. Potem całość szła wyżej i jeszcze wyżej, a kiedy już (po konsultacjach z finansami) nadchodziła zgoda, to musiała ona przejść drogę powrotną. Potem całe zamówienie było kupowane i odgórnie rozdzielane wg list w dół. Tragedia.

Niezawodowy szef

Mimo wszystko gorszy był szef, który pojęcie o tym co firma którą dowodzi robi ma co najwyżej mizerne. Jak wytłumaczyć pryncypałowi że się nie da fizycznie zrobić niektórych rzeczy “na wczoraj”? Skoro on chce?

Szczytem było, że szef, jako głównego administratora, zatrudniał swojego syna. Tu już koniec, kaplica. Bo synkowi zdarzało się “testować pomysł” w sobotę w okolicy południa, nie informując wcześniej nikogo że ma taki zamiar. I nagle sieć stawała, serwer leży, ludzie dzwonią, a ja, mając dyżur nie wiem czy jechać do serwerowni spodziewając się najgorszego czy kupić karabin i rozstrzelać jednego osobnika. Wytrzymałem tam trzy miesiące (z czego ostatni to było wypowiedzenie).

Obecny szef

Teraz się pochwalę. Mam normalnego szefa, który traktuje swoich pracowników jak ludzi. I do takiej pracy człowiek idzie nie załamując się już za drzwiami własnego mieszkania. Do pełni ideału brakuje mi tylko jednego – rozwoju. Może to głupie, ale chciałbym by firma nie tylko dobrze mi płaciła, ale, co dla mnie ważniejsze, dawała mi możliwość rozwoju. Chciałbym być wysyłany na szkolenia, kursy. Chciałbym by ktoś mi zaproponował dofinansowanie (choćby częściowe) szkoleń.

Niestety tego mi brakuje.

BHP przede wszystkim…

Dziś trochę o przepisach BHP. Wiadomo, bezpieczeństwo pracy przede wszystkim. Przez to że nie miałem dostępu do sieci przez weekend wyleciało mi z głowy co miałem napisać, ale wiadomo, co się odwlecze to nie uciecze :)

Więc dziś, w ramach wspominania nadgodzin z weekendu, trochę o pracy na wysokości.

Dach

Mamy sobie urządzenie. Jest ono zamontowane na dachu budynku, a dokładnie na maszcie przytwierdzonym do ściany nadbudówki. Maszt jest dość mocny, można się na nim zawiesić w razie potrzeby :)

Dodatkowo, żeby było łatwiej, jak widać, jest ono zamontowane dość wysoko, więc by się do niego dostać potrzeba drabiny i to dość wysokiej. My używamy takiej milutkiej, trójelementowej, aluminiowej. Taka nie zajmuje dużo miejsca w aucie, a jednocześnie pozwala na dostęp do wysoko umieszczonych miejsc.

Oczywiście, logicznym jest że drabina, by była bezpieczna, musi zostać zainstalowana na podłożu stabilnym, które nie może być pochyłe. Tyle wie każde średnio rozgarnięte dziecko.

A co widać na zdjęciu? Spostrzegawczym mówić nie muszę, oni się już zwijają ze śmiechu.

Dla tych, którzy jednak nie widzą ułatwienie – dodatkowa fotka

To powinno ułatwiać sprawę.

I pamiętajcie! Najważniejsze to bezpieczeństwo :D

Szewc bez butów chodzi czyli weekend bez internetu

No i stało się. Cały weekend bez dostępu do sieci. Mój dostawca internetu (a jednocześnie dawny pracodawca) ma problem, bo baza straciła zasilanie. Największym problemem jest że baza zasilana była z pomieszczenia które należy do dawnego klienta firmy A, która została później wykupiona przez mojego dostawcę. Tyle że klientem mojego dostawcy nie są, podczas wykupu zrezygnowali z usług i znaleźli sobie inną firmę. O prądzie wszyscy zapomnieli i działało sobie to spokojnie do piątku.
No, ale skoro działało to kiedyś musiało przestać :) I w piątek nadszedł sądny dzień. Wcale się chłopakom (adminom pracującym u mojego dostawcy) nie dziwię że nic z tym nie zrobili. Mieli zapukać do drzwi firmy, która nie jest i nigdy nie była ich klientem, przedstawić się i powiedzieć  że mają problem z zasilaniem urządzenia, które jest podpięte w tej firmie i za co nikt nie płaci? ROTFL

Ale podobno dziś mają dociągnąć tam zasilanie :D Więc może będę miał neta.