Chory… ale na dyżurze

No i stało się.

Obudziłem się wczoraj i czułem się jak swój cień. Pomiar temperatury pokazał 38,6°C

Nic, rano aspirynka, koło obiadu druga i w łóżeczku. I tak się udało do 18:30.

Niestety, od paru godzin leżał jeden blok, ale nikt nie dzwonił więc miałem nadzieję że to może problem z prądem. Niestety, po 18 zaczęły się telefony i trzeba było się zebrać. No więc opatulony jak na zimę wychodzę do auta i w drogę.

Na miejscu podpinam się do skrzynki na klatce – faktycznie, nie ma neta. No to w windę, jazda na dziesiąte pietro i do wejścia na nadbudówkę (gdzie znajduje się między innymi szyb windy).

Kraty

Jedne kraty strzegą wejścia na schody. Po ich sforsowaniu czekają nas drugie kraty. Ale to nic, najlepsze jest to co za nimi.

A za kratami widać skrzynkę kablówki z wychodzącymi z niej kablami (całkiem “fachowo” zresztą zrobionymi) oraz, co najlepsze, leżącego sobie w rogu, luzem, niczym niezabezpieczonego, osbridge’a.

To że tak leży jestem w stanie przeżyć. W końcu po to są kraty. Ale to jak fachowo wyglądają te luźne kable… no cóż. Już tak to zastałem i nie będę ruszać.

Ale ja bym się pod czymś takim nie podpisał. Read more Chory… ale na dyżurze